wtorek, 17 października 2017

Indonesia- Bali & Lombok


Na Bali  (Denpasar) docieramy z Probolinggo bezpośrednim autobusem.
Dwa dni spędzany w Kucie, podobno piękna plaża. Nas niczym nie zachwyciła, nie było lazurowej wody, białego piasku. Frajdę sprawiały jedynie fale, niektóre nawet na ponad 5 m wysokości.

























Na plaży wiele naciagaczy, wystarczy zapytać "how much?" i już ciężko się od nich odpędzić.


Na mieście można znaleźć właściwie tylko jedzenie j stragany z ubraniami.






Wieczorem, na głównej ulicy, ożywa trochę miasto. Jest pełno dyskotek.




A tak wyglądamy po pierwszym dniu opalania

Oczy napuchniete

oczekując na omleta :) uff w końcu nie ryż czy makaron



Ubud-Bali

Pierwszego dnia odwiedziliśmy park małp, a wieczorem poszwedalismy się po mieście.













Nieznośne te małpy, raz ukradly wodę, raz naskakujac na plecak otwarly go i wyciagnely tabletki.







Mamy nadzieję że Dracula zła na nas nie będzie, że wyjadlysmy jej trochę jedzenia..


...a ochroniarz jednego z hoteli nie wyleci z pracy, za to że wtargnelysmy na posesje i cichaczem wskoczylysmy do basenu :)

....no j jeszcze zaliczyliśmy darmowe wejście (warte 80 000 rupii) na pokaz grajkow przed świątynia :)

Drugiego dnia wypozyczylysmy skuter i tak zwiedzaliśmy okolice Ubud.





Wodospady Tegenungan








Plantację i degustacje kawy, herbaty, czekolady





Z ich odbytu wydostaje się kawa :)


Świątynia Goa Gajah
(Wejście możliwe tylko z chustą opisana na biodrach, jest dołączona do biletu)














Tarasy ryżowe Tegalalang



















Lombok

Z Padang Bai (Bali) na Lombok dostajemy się promem. Opóźniony o godzinę prom na miejsce doplywa po 5 godz. Bez żadnego zarezerwowanego noclegu, próbujemy dostać się do Kuty. Zaczyna robić się ciemno, kierujemy się na oddalona o 50 km Kute wypatrując stopa. Dookoła wiele taksówkarzy wykrzykujacych kolosalne ceny za podwózkę. Zatrzymuje się pewna kobieta, obiecuję podnieść do sąsiedniej miejscowości, obok Kuty. Pakujemy się do auta, do którego podbiegają też miejscowi kierowcy, nawiązują dziwną rozmowę z naszym kierowcą. Nas tylko dopytuje czy nie obiecalismy komuś że z nimi pojedziemy. Naszą odpowiedź brzmi "nie". Po chwili jednak musimy opuścić samochód, kobieta przeprasza i tłumaczy że może mieć przez naszą podwózkę problemy z miejscowymi. 
Na zewnątrz już mrocznie, do tego z pobliskich meczetów wydobywają się, wręcz przerażające, wołania.
Decydujemy się na taksówkę, cenę udało się wytargowac. Na miejscu znalazłyśmy nocleg. Przepiękny "bungalow". Rano do śniadanko.




Łazienka pod gołym niebem



Bananowy naleśnik z czekoladą, popularne śniadanie

Na dziś w planie Tanjung Ann Beach, oddalona o 5 km. Wyruszamy pieszo, z nadzieja na autostop. Po kilku minutach jedziemy już na pace.



Plaża na pierwszy rzut oka idealna, biały piasek i lazurowa woda, huśtawki na plaży. Podchodząc bliżej widać śmieci, dużo wyrzucownch do wody. Nie jest jednak najgorzej, miejscami linia brzegowa jest prawie całkowicie czysta. 





















Drugiego poranka, naszą Pani już wie żeby na sniadanie zrobić nam po dwa naleśniki :)
Znów plan plazowania i znów na stopa. Tym razem do pokonania 20 km, ale tez nic trudnego. Autostop działa tu zdecydowanie lepiej niż na Bali.

 Plaża Mawun Becah jest totalnie zasmieciona. To co było wczoraj to nic z porownaniem do tej plaży. Śmieci na piasku oraz w wodzie. 






Dopiero odplywajac od brzegu można znaleźć przestrzeń w wodzie na zanurzenie się tak by za chwilę na twarzy nie wylądował papierek po ciastkach.











...Z serii cwaniary..
...zniknęło 5 kokosów...








Powoli żegnamy Indonezje. Dziś wracamy do Kuty na Bali, by stamtąd jutro odlecieć do Kuala Lumpur w Malezji.


Pozdro, T.






































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz